IPN zidentyfikował ciało Danuty Siedzikówny

Potwierdziły się wcześniejsze nieoficjalne informacje Wirtualnej Polski: badacze z IPN zidentyfikowali ciało Danuty Siedzikówny "Inki". W Pałacu Prezydenckim wręczono noty identyfikacyjne rodzinom zamordowanych żołnierzy, których szczątki zostały znalezione przez IPN. Jest ona związana z obchodzonym dziś Narodowym Dniem Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Po wielu miesiącach poszukiwań badacze z instytutu są już pewni, że jeden ze szkieletów znalezionych na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, to szczątki ciała 17-letniej Danuty Siedzikówny "Inki". Potwierdzają to badania genetyczne przeprowadzone przez badaczy. Oprócz "Inki", Instytut Pamięci Narodowej zidentyfikował też szczątki 4 innych ofiar czasów stalinowskich w Polsce - Mariana Kaczmarka, Józefa Kozłowskiego, Stanisława Kutryba Edwarda Pytki. 

IPN od dłuższego czasu prowadzi poszukiwania ciał żołnierzy podziemia, zamordowanych przez komunistów. Do tej pory udało się zidentyfikować szczątki między innymi Zygmunta Szendzielarza "Łupaszka" i majora Hieronima Dekutowskiego "Zapora". Nadal nieznane są miejsca pochówku wielu znaczących postaci, na przykład rotmistrza Witolda Pileckiego. 

IPN wręczył noty identyfikacyjne rodzinom ofiar terroru komunistycznego  Instytut Pamięci Narodowej od kilku lat w całej Polsce prowadzi systematyczne poszukiwania tajnych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego. Według IPN, wszystkim polskim żołnierzom, którzy po drugiej wojnie światowej walczyli z sowietyzacją Polski, należy przywrócićimię i nazwisko oraz przypomnieć o ich zasługach. 
Na uroczystość przybyli krewni ofiar, którzy otrzymali od IPN noty identyfikacyjne swoich bliskich. Byli m.in. prezes IPN Łukasz Kamiński, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert, przedstawiciele MON i wojska. 

Bohaterska sanitariuszka, pseudonim przyjęła po koleżance ze szkoły 
Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 roku we wsi Głuszczewina pod Narewką. Jako 15-latka złożyła przysięgę AK i została sanitariuszką. Zgłaszając się na ochotnika do polskiego podziemnego wojska, przyjęła pseudonim "Inka". Tak miała na imię jej szkolna przyjaciółka.To był rok 1943, zaledwie trzy miesiące po śmierci jej matki. Dwa lata później została aresztowana przez NKWD i Urząd Bezpieczeństwa za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Jednak w czasie transportu do siedziby białostockiego UB została odbita przez patrol żołnierzy V Wileńskiej Brygady majora "Łupaszki". Wstąpiła do jego oddziałów. Otrzymała fałszywe papiery na nazwisko Danuta Obuchowicz i wyjechała do Olsztyna. Zadziwiała ofiarnością i poświęceniem. "Była bardzo skromna i bardzo obowiązkowa. Nie pamiętam, żeby się kiedykolwiek skarżyła, choć nie brakowało długich, forsownych marszów" –wspominał ją ppor. Olgierd Christa "Leszek". 
W lipcu 1946 roku została wysłana do Gdańska po medykamenty i z rozkazem nawiązania kontaktów. Trafiła do mieszkania sióstr Mikołajewskich. Tam urządziły sobie koncert pieśni patriotycznych, który trwał do późnej nocy. Nie wiedziały, że mieszkanie było "spalone".  "Inkę" aresztowano nad ranem 20 lipca i przewieziono do więzienia przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Tam była torturowana i poniżana. Sam proces "Inki", mimo iż trwał trzy godziny, był jedynie formalnością. Skazano ją na karę śmierci. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r. 

"Zachowałam się jak trzeba" 
- Bohaterską sanitariuszkę zamordowali 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Za sześć dni miała skończyć 18 lat. Nikogo nie wydała - napisał w artykule dla WP.PL Tadeusz Płużański. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, "Inka" przekazała: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". 
Razem z nią rozstrzelano por. Feliksa Selmanowicza "Zagończyka". Tuż przed rozstrzelaniem oboje krzyknęli "Niech żyje Polska". 
W 1991 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał, iż działalność "Inki" i innych żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK zmierzała do odzyskania niepodległego bytu Państwa Polskiego. 11 listopada 2006 r. Danuta Siedzikówna została pośmiertnie odznaczona przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. 

Prezes IPN: z bronią w ręku walczyło ponad 20 tys. Żołnierzy Wyklętych
Szacujemy, że w różnych formach konspiracji antykomunistycznej uczestniczyło ok. 180 tys. osób, a ponad 20 tys. żołnierzy walczyło z bronią w ręku - mówi prezes IPN Łukasz Kamiński. 1 marca przypada Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
 
Jakie formy przybierała walka z władzą komunistyczną? 
Łukasz Kamiński: Powojenna konspiracja to oczywiście konspiracja zbrojna, czyli walka partyzancka, ale nie tylko. Trzeba pamiętać, że za ważny cel żołnierze podziemia stawiali sobie też informowanie społeczeństwa, przeciwstawianie się komunistycznej propagandzie. Dlatego wydawano gazetki, ulotki i prowadzono podobnie jak podczas wojny akcje malowania haseł na murach. Ważna była także działalność informacyjna dla polskich władz na uchodźstwie, czyli zbieranie informacji o tym, co dzieje się w kraju i przekazywanie ich na Zachód. Trzeba też pamiętać, że dla żołnierzy walczących z bronią w ręku bardzo ważne było wsparcie ludności. Bardzo wiele osób było zaangażowanych w tę pomoc, bo przecież partyzanci musieli gdzieś się schronić i czymś żywić. Zwłaszcza żołnierze, którzy ukrywali się aż do lat 50. są świadectwem tego, jak wielkim poparciem ludności się cieszyli. Bardzo wiele osób zapłaciło wysoką cenę za pomoc partyzantom. 
Apel IPN do rodzin ofiar terroru komunistycznego

Czy możemy ocenić, ile osób było zaangażowanych w ruch antykomunistyczny? 
- Szacunki, którymi dysponujemy, powstały w toku prac nad wydanym przez IPN Atlasem Polskiego Podziemia Niepodległościowego. Obecnie przygotowujemy jego drugie wydanie i być może te dane się zmienią. Według dotychczasowych skala oporu to ok. 180 tys. osób uczestniczących w różnych formach konspiracji i ponad 20 tys. żołnierzy walczących w zwartych oddziałach z bronią w ręku. 
Gdzie walczyło ich najwięcej? 
- Siła podziemia była zróżnicowana. Więcej żołnierzy podziemia walczyło na terenach, które znajdowały się w przedwojennych granicach Polski. Na ziemiach przyłączonych po wojnie z powodów oczywistych zbrojna konspiracja była dużo słabsza, choć nie znaczy, że jej nie było. Także i tam funkcjonowały struktury podziemne, w tym ogólnopolskiego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". 
Oczywiście na tych przedwojennych ziemiach także było zróżnicowanie związane m.in. z potencjałem podziemia podczas wojny, bo to była w dużej mierze kontynuacja właśnie tej konspiracji. Zależało to również od tego, kiedy tereny zostały zajęte przez Armię Czerwoną. Tam gdzie np. podczas akcji "Burza" ujawniły się oddziały Armii Krajowej, których żołnierze zostali później rozbrojeni, w sposób naturalny było trudniej odtworzyć silną strukturę partyzancką. 
Jakie były ramy czasowe drugiej konspiracji? 
- Najdłużej walczono na Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie i Mazowszu. Tam jeszcze w latach 50. utrzymywały się niewielkie grupy partyzantów. Ostatni partyzant Józef Franczak, ps. Laluś, został zabity w 1963r. 
Jaki był los żołnierzy po schwytaniu przez władze komunistyczne? 
-Wielu skazano na karę śmierci, kilka tysięcy wyroków wykonano. Kilkadziesiąt tysięcy skazano na kary więzienia. Część obejmowały kolejne amnestie, niektórym łagodzono wyroki. Większość opuściła więzienia w połowie lat 50., jednak wielu odsiadywało kary jeszcze w latach 60. Musimy też pamiętać, że represje dotyczyły nie tylko konspiratorów, ale także ich rodzin. Karą dodatkową była często konfiskata majątku. Represje dotykały też dzieci, które miały trudności z podjęciem studiów czy znalezieniem pracy. Więc w sumie były to setki tysięcy osób, które padły ofiarą komunistycznej zemsty na Żołnierzach Wyklętych. 
Dlaczego była to grupa, której pamięć przez lata szczególnie zakłamywano? 
- Żołnierze Wyklęci stawili komunistom zbrojny opór, próbowali nie dopuścić do objęcia przez nich władzy w Polsce. Próbowali także walczyć na Kresach Wschodnich, broniąc polskości tych ziem. I ponieważ to oni stawili ten najtwardszy opór, dlatego byli najbardziej znienawidzeni przez komunistów, spotkały ich najokrutniejsze represje i ponieśli najwięcej ofiar. Dlatego też później propaganda przeciwko nim była najsilniejsza. 
Żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego przez dziesiątki lat byli obiektem fałszywej propagandy i zorganizowanego zapominania. Przywrócenie ich do powszechnej pamięci Polaków jest naszym obowiązkiem. Ale przywracając tę pamięć przywracamy dużo więcej - przede wszystkim wartości i ideały, które im towarzyszyły. To jest dla nas dzisiaj bardzo ważne źródło inspiracji, oczywiście w zupełnie innej rzeczywistości. Potrzebujemy takich bohaterów, wzorów do naśladowania i niewątpliwie są nimi także Żołnierze Wyklęci. 
Dlaczego ten temat tak długo, nawet po 1989 r. był mało obecny w zbiorowej świadomości? 
- Myślę, że przede wszystkim były to wciąż skutki komunistycznej propagandy. Uznawano ten temat za trudny, brakowało też badań, które faktycznie zaczęły się dopiero w latach 90., a ich największa fala przypada na okres po powstaniu IPN. Nie wszystkie źródła były też wcześniej dostępne dla historyków, więc brakowało po prostu wiedzy. Ale brakowało też w dużej mierze istniejącego dzisiaj zainteresowania społecznego. Musiała tu zajść pewna zmiana społeczna, pokoleniowa, która powoduje, że zwłaszcza ludzie młodzi chętnie dzisiaj do tego tematu sięgają i starają się tę historię opowiedzieć po swojemu. Ustanowienie Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych też odegrało tu wielką rolę. 
Od 2011 r. trwają poszukiwania szczątków ofiar terroru komunistycznego. Co się obecnie dzieje w tej kwestii? 
- Plan poszukiwań na rok 2015 jest bardzo rozbudowany. Będą one kontynuowane w miejscach, gdzie dotąd były prowadzone, a więc w Warszawie, Gdańsku czy na Opolszczyźnie. Ale jest też wiele miejsc, np. Sieradz, w których rozpoczniemy poszukiwania po działaniach wcześniejszych, np. pracach georadarowych. Podczas prowadzonych od 2011 r. prac łącznie odnaleziono już szczątki ponad 700 osób, przy czym jeżeli chodzi o areszt w Białymstoku, są tam ofiary zarówno z okresu okupacji, jak i komunizmu. Każda osoba, którą udaje się przywrócić do pamięci, jest ważna. Wśród tych, których jeszcze nie odnaleźliśmy, są tak ważne postaci jak gen. Emil Fieldorf "Nil", rotmistrz Witold Pilecki czy płk Łukasz Ciepliński i jego współtowarzysze, a przecież to właśnie rocznica ich egzekucji jest dzisiaj datą Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. 

Zespół Szkół Samochodowych w Gliwicach

im. Gen. Stefana Roweckiego "Grota"


ul. Kilińskiego 24a, 44-122 Gliwice

sekretariat@zss.gliwice.eu

32 231 49 11 lub 32 230 19 93
 
Sabina Karwacka – inspektor ochrony danych osób w Zespołu Szkół Samochodowych im. Gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Gliwicach

tel: 32 230 19 93

Masz pytanie? Wyślij wiadomość

Warsztaty Szkolne:


ul. Strzelców Bytomskich 25
44-109 Gliwice Łąbędy

32 234 19 45

zssam.warsztaty@gmail.com

Okręgowa Stacja Kontroli Pojazdów:


ul. Strzelców Bytomskich 25
44-109 Gliwice Łąbędy

32 234 21 50

poniedziałek - piątek 8:00 - 19:00
sobota 8:00 - 13:00